Innowacyjność jest nam niezbędna i to nie tyko w takich oczywistych zawodach jak naukowiec, inżynier i artysta, ale i wśród krawców, budowlańców czy kucharzy. Także wśród urzędników. Bez zmiany takiego powszechnego nastawienia trudno będzie poprawić naszą pozycję w europejskich badaniach.
Ostatnio opublikowany został raport Innovation Union Scoreboard, pokazujący poziom innowacyjności w krajach Unii Europejskiej. Niestety nie wypadliśmy w nim najlepiej…
Barbara Kudrycka - Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego: Rzeczywiście z raportu wynika, że nie jesteśmy w grupie krajów o wysokiej innowacyjności. Sytuujemy się nieco poniżej europejskiej średniej. Niestety, jeszcze nie doszliśmy do etapu, na którym myślenie kreatywne, twórcze jest uznaną wartością społeczną i powszechnie stosowana praktyką. Bardziej popularne jest myślenie i działanie odtwórcze, stereotypowe. Tymczasem innowacyjność jest nam niezbędna i to nie tyko w takich oczywistych zawodach jak naukowiec, inżynier i artysta, ale i wśród krawców, budowlańców czy kucharzy. Także wśród urzędników. Bez zmiany takiego powszechnego nastawienia trudno będzie poprawić naszą pozycję w europejskich badaniach.
Gdyby przyjrzeć się uważnie kryteriom oceny z wspomnianego raportu, to okazałoby się, że wiele wskaźników zależnych od rządu jest na wysokim poziomie. Jednak na efekty inicjowanych przez nas działań trzeba czekać. Raport wskazuje na to, że polscy przedsiębiorcy wciąż obawiają się nowatorskich rozwiązań i zbyt często podążają utartymi ścieżkami. Taki model czasami pozwala prowadzić biznes na przyzwoitym poziomie, jednak uniemożliwia sukces na skalę międzynarodową. Rząd zwiększa finansowanie sektora badań i rozwoju, powstają nowe programy finansujące badania dla przemysłu, budowane są supernowoczesne laboratoria. Polska nauka gotowa jest więc w coraz większym stopniu angażować się w rozwój gospodarczy kraju, jednak musi wzrosnąć popyt, czyli zapotrzebowanie przemysłu na wyniki badań.
Może po prostu innowacyjność nie leży w naszym charakterze narodowym?
Wydaje mi się, że jest wręcz przeciwnie. Jesteśmy bardzo innowacyjni, tylko nie potrafimy z tego korzystać. W zeszłym roku zorganizowaliśmy pierwszą edycję programu Top 500 Innovators. 40 naukowców i pracowników centrów transferu technologii z całej Polski, pojechało do Stanford University, żeby na amerykańskich przykładach uczyć się jak wdrażać innowacyjne rozwiązania. Okazało się, że Polacy zostali w Ameryce ocenieni jako jedna z najbardziej twórczych i ambitnych grup. Jednak trzeba było dopiero takiego wyjazdu, żeby przełamać mentalne bariery. Ci ludzie wrócili pełni energii i wiary we własne siły i potencjał, wrócili przekonani, że są w stanie zmieniać sytuację. A przede wszystkim sposoby myślenia i działania, także u nas. Mamy nadzieję, że będą taką postawę rozprzestrzeniać. Dlatego w tym roku wysyłamy kolejne 120 osób, które również przywiozą do Polski tego wirusa innowacyjności.
Czyli jesteśmy innowacyjni, tylko o tym nie wiemy?
Raczej nie możemy w to uwierzyć. Oczywiście mówię tu o rozumieniu innowacyjności w szerokim zakresie. Jeśli chodzi o węższe rozumienie tego terminu, czyli wykorzystanie badań naukowych do rozwoju sektora przedsiębiorczości i usług, to mamy do czynienia ze znacznym postępem. Wiele udało się osiągnąć poprzez wykorzystanie środków europejskich i odpowiednich programów, które pozwalają finansować nie tylko same badania, ale i prace nad wdrożeniami aż do etapu uruchomienia sprzedaży. Co niezwykle istotne, działają już pierwsze platformy technologiczne z udziałem środków publicznych i prywatnych w zakresie badań dla przemysłu lotniczego, prac związanych z medycyną czy badań nad zastosowaniem grafenu. Inicjatywy te koordynuje Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.
To są wielkie firmy i duże pieniądze. Co z tymi pomysłami, które rodzą się w garażach? Powiedzmy, że mam świetny, innowacyjny pomysł. Gdzie mam się z nim udać?
Jeśli w swoim garażu wymyślił Pan powiedzmy nowy, rewelacyjny model zderzaków, to może zwrócić się właśnie do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Jeśli ten projekt zostanie uznany za wartościowy i rokujący jako innowacyjne rozwiązanie technologiczne, to uzyska promesę finansowania. Dalej możliwe są różne ścieżki – od kontynuowania prac we własnej firmie do współpracy z uczelniami. Możliwa jest też opieka nad projektem ze strony menadżera innowacyjności, pomoc w pracach patentowych, poszukiwanie finansowania z sektora funduszy podwyższonego ryzyka i tym podobne.
Kto to jest menadżer innowacyjności?
To ktoś, kogo bardzo nam jeszcze brakuje na styku nauki i gospodarki. Jego zadaniem jest pośredniczenie między naukowcami i wynalazcami a przedsiębiorcami. To zawód, który jeszcze raczkuje, ale ma ogromny potencjał. Cieszę się, że prowadzone są już studia kształcące w tym kierunku. Teraz menadżerów innowacyjności można znaleźć w inkubatorach przedsiębiorczości i ośrodkach zajmujących się wsparciem innowacji. Wierzę, że niedługo będą działali na rynku na wzór choćby agentów nieruchomości, utrzymując się z kojarzenia zainteresowanych stron i pośredniczenia w komercjalizacji wyników badań. Bo innowacyjność we współczesnym świecie to najlepszy interes.
Dziękuję za rozmowę.
